Nowy Teatr Kraków
Wysocki. Powrót Do ZSRR

Wydarzenie tłumaczone na Polski Język Migowy

Kiedy?

Piątek, 1 czerwca, godzina: 20:00

Gdzie?

Sala widowiskowa Pszczyńskiego Centrum Kultury, ul. Piastowska 1

Opis (Alicja Muller):

Wysocki. Powrót do ZSRR” to wstrząsająca i tragiczna historia jednej z największych postaci rosyjskiego życia kulturalnego lat 60. i 70. Spektakl Piotra Siekluckiego to hołd dla twórczości wielkiego barda, złożony z perspektywy trudnej relacji syna z ojcem. To historia geniusza, ale i morfinisty i alkoholika, który na co dzień zmagał się z władzą i bezpieką ZSRR. Muzyczny spektakl oparty na zapiskach Mariny Vlady „Przerwany lot”, Umierałem sto razy” Janusza Korczaka i listach przyjaciół Włodzimierza Wysockiego to mocna wypowiedź na temat totalitarnych zapędów Rosji i o jej krzywdzącym jednostkę systemie. Kraj nic niewarty albo inaczej – wart tyle, co kolejna flaszka byle czego. Nieznośna lekkość melodii mruczanych na przekór ciężkości świata. Prujące się struny gitary, trzaskające szyjki butelek. Majaczące widmo wolności, które nie chce się ucieleśnić. I człowiek przygnieciony nadmiarem niemożliwości, zmiażdżony oczekiwaniami, zniewolony nałogami, czyli Władymir Wysocki – bard, co zagrał Hamleta, a umarł w morzu wódki. Wysocki. Powrót do ZSRR to policzek wymierzony Matce Rosji. Historię opowiada się tu ochłapami obrazów, strzępkami zdań. Postać wielkiego pieśniarza tworzy trzon scenicznej metafory – monodram Piotra Siekluckiego powstał nie tyle po to, by rozbrzmieć mogło kilka mocno już zakurzonych piosenek, lecz żeby echem rozniósł się krzyk zarzynanej wolności. Mamy do czynienia z dramatycznym zapisem nicowania pragnień, potwornienia snów. Marzenie o wolnym świecie płynnie przechodzi w potrzebę bycia gdzie indziej. Stąd wódka i narkotyki oraz ciąg upokorzeń, które i tak mniej straszne są niż świadomość własnej bezradności. Spektakl niewątpliwie układa się w polityczną satyrę, ale jego twórcy nie można odmówić subtelnej czułości z jaką pochyla się nad postacią zdziadziałego artysty, skazanego na serię niekonstruktywnych buntów przeciw spsiałej ideologii i swojej intymnej kundlowatości. Co ciekawe, Sieklucki, chociaż na scenie jest sam, mówi/śpiewa/melorecytuje wieloma głosami, przez co zdaje się kreować schizofrenicznego bohatera-hybrydę. Słychać zatem pieśni Wysockiego, ale i wiersze Majakowskiego, natchnione pochwały partii i – przepuszczone przez filtr krzywego zwierciadła – historyjki o głębokiej wierze w siłę sierpa i młota. Wyłania się z tych przewrotnych zestawień, gorzkich refleksji i, nieco komicznych, ale jednak przede wszystkim potwornych obrazów nędzy i degrengolady, portret totalitarnej Rosji, który może być traktowany jako synekdocha wszelkich ustrojów pogwałcających niezależność jednostek. Frazy wulgarne a plugawe często goszczą na ustach pijanego barda, umierającego niejako na przekór pięknym zdaniom o dostojności odchodzenia, dekonstruującego misteria godności. Noże słów dosięgają też postać nieobecnego ojca, współodpowiedzialnego za udrękę artysty (rozrachunek z nim jest zresztą najdotkliwszym, najbardziej brutalnym, a przy tym wszystkim okrutnie pięknym w swej niewymuszonej poetyckości elementem spektaklu). Pieśniarz nie oddaje życia, lecz je przepija. Dziwne i niepospolite to bohaterstwo, przerażająco smutna manifestacja wolności albo raczej jej karykatury. Sieklucki, chociaż brak mu gitary, w roli Wysockiego jest doskonały. Uwodzi i zniechęca równocześnie. Jako autoironiczny alkoholik bawi anegdotkami o cudownych właściwościach rzeczywistości widzianej przez pryzmat dopiero co odkręconej butelki. Rozśmiesza niełatwą do ogarnięcia filozofią człowieka na kacu. Zatrważa mało przyjemnymi gawędami o iluzjach ukojeń czy spektakularnej niesamowitości prób podejmowanych w celu doczołgania się do kiosku. Już jako ostro zaprawiony moczymorda staje się ucieleśnieniem demonów wszystkich wysokoprocentowych trucizn świata. Sieklucki prezentuje pijaństwo rozbuchane i niejako rozognione, ale nie zapomina o głosie swojego bohatera. Głosie, który poruszał tłumy i wiódł tam, gdzie można było zobaczyć lepszą przyszłość. Dlatego śpiewa mocno i pięknie, żeby mrok uwierał mniej. W pijackim korowodzie, w maniakalnie powtarzanych aktach autoupodleń, bohater dokonuje symbolicznych oczyszczeń. Jego pokawałkowany monolog to gorączkowa próba zagadania spełnionej już klęski. Opowiedzenia swoich dziejów tak, by dało się uwierzyć, że to wszystko może się jeszcze inaczej potoczyć. W końcu zemdleje i zaśnie, pozostawiając niewypowiedzianą pointę – historia bardzo lubi się powtarzać. I nie chodzi tu bynajmniej o wydobywanie z niebytu wizerunków gnijących od dawna artystów.

Osoby:

scenariusz i reżyseria: Piotr Sieklucki, opracowanie muzyczne: Paweł Harańczyk, obsada: Edward Linde-Lubaszenko, Piotr Sieklucki, Paweł Harańczyk, dźwięk: Artur Hocyk, światło: Wojtek Kiwacz , producent: Stowarzyszenie Teatr Nowy w Krakowie

Strona Teatru Nowego:

www.teatrnowy.com.pl